Akcesoria rowerowe

niedziela, 8 maja 2016

Mały Buczek, Wielki Buczek...8.05.2016

W niedzielę 8 maja, postanowiliśmy wybrać się z Lidką do Małego i Wielkiego Buczka w gminie Lipka. Wyjechaliśmy z Łobżenicy, a następnie drogą na Kujan. Pojechaliśmy przez las w stronę Witrogoszczy Kolonii i Stebionka. Wyjechaliśmy na szosę w Dorotowie. Na skrzyżowaniu przed Kujanem skręciliśmy w prawo i kilka kilometrów dalej do Werska- ładnej i zadbanej wsi. Dalsza jazda do piaszczyste drogi leśne. Przy kapliczce spotkaliśmy niespodziewanie panią profesor Jowitę Kęcińską- Kaczmarek, która promuje i kultywuje lokalne tradycje Krajny. W przerwie zamieniliśmy kilka zdań i pojechaliśmy dalej. Minęliśmy Wielki Buczek i dotarliśmy do Małego Buczka, gdzie w zabytkowym parku zrobiliśmy postój. Natknęliśmy się tam również na pozostałości kościoła zniszczonego podczas II wojny światowej. Niedaleko w drodze powrotnej minęliśmy malownicze doliny. Polnymi i leśnymi drogami dotarliśmy do Osowa. Dalsza droga wiodła już asfaltem przez Rudną do Łobżenicy. Dystans: 60 km, czas jazdy: 2 godz, 23 min. Teren: drogi leśne i polne oraz asfalt. Z perspektywy siodełka roweru można poznać wiele ciekawych miejsc i to niedaleko od domu. 

                                Kapliczki w lesie pomiędzy Werskiem, a Wielkim Buczkiem
                               
                                 Postój w zabytkowym parku w Małym Buczku.


                                   Zapis trasy.

sobota, 7 maja 2016

Mistrzostwa Wielkopolski w Kolarstwie Szosowym- Cyklo Piła- lotnisko.

7 maja postanowiłem wziąć udział w wyścigu szosowym na pilskim lotnisku. Była to jedna z edycji nowych zawodów Cyklo Piła współorganizowanych przez Piotra Nowackiego z Piły. Zawody rozgrywane były w ramach Mistrzostw Wielkopolski w Kolarstwie Szosowym. Bardzo lubię szybką jazdę szosówką i towarzyszące temu emocje. Poza tym to była dobra okazja po pewnej przerwie w ściganiu spotkać kolegów kolarzy. Nie nastawiałem się na uzyskanie miejsca w czołówce. Biuro zawodów usytuowano w Domku Pilota. Dodam, że lotnisko ma obecnie już całkiem inny, sportowy charakter, a dawniej było wykorzystywane w celach ściśle wojskowych. Przed właściwym ściganiem ze startu wspólnego zrobiłem jedną rundę zapoznawczą. Już na starcie  było widać po obsadzie i ich sprzęcie, że łatwo nie będzie. Pojawiły się znane w środowisku kolarzy nazwiska. Ulokowałem się, gdzieś w środkowym rzędzie. Zaznaczę, że dzielnie wspierała mnie moja żona Lidia :) . Piotr przez megafon dokładnie wyjaśnił zasady wyścigu. Ruszyliśmy. Właściwy start nastąpił z biegu po pierwszym, honorowym okrążeniu. Wówczas tempo wzrosło znacznie, tak, że poczułem palenie w płucach. Peleton podzielił się na kilka mniejszych grup. Momentami czołowy wiatr dawał się we znaki. Jazdę potraktowałem jako dobre, aktywne spędzenie czasu i sprawdzenie swojej formy. W dalszej części jazdy wiedząc, że nie osiągnę jakiegoś specjalnie wysokiego miejsca, jechałem spokojnie. Udało mi się nawet dłużej porozmawiać z jednym kolarzy z grupy. Tak razem współpracując we dwójkę, mijały nam kolejne okrążenia. Za każdym z nich na lini mety, Lidia mocno mi kibicowała :), co wyzwalało we mnie dodatkowe pokłady energii. To naprawdę działa. Wreszcie nastał czas na ostatni sprint do mety, na której były wymiany zdań kolarzy i podziękowania za dobrą jazdę. Jazda po lotnisku na zawodach szosowych była dla mnie nowym i ciekawym doświadczeniem. 

                                W oczekiwaniu na ściganie po lotnisku w Pile.

                                 Moja żona Lidia dzielnie wspiera mnie w sportowej pasji kolarstwa.

wtorek, 3 maja 2016

Szwajcaria Kiełpińska szlakami maratonu w Krzywej Wsi, czyli kolarska majówka cz. 3

Trzeci dzień majówki (3 maja) postanowiliśmy z Lidką udać się w okolice Krzywej Wsi oraz pojeździć rowerami trasami tzw. Szwajcarii Kiełpińskiej. Trasy te znane mi są dobrze z wcześniejszych lat, gdzie trenowaliśmy z kolegami. Warto dodać, że w latach 2013- 2014 odbywał się tam Krajna Maraton MTB, w którym licznie uczestniczyli kolarze z całego kraju. Wspomnę, że mieszkańcy bardzo miło przyjęli wówczas kolarzy. Wracając do majówki, jazdę rozpoczęliśmy w centrum wsi przy świetlicy wiejskiej. Następnie pojechaliśmy szybkim zjazdem. Po pewnym czasie minęliśmy gospodarstwo agroturystyczne państwa Furman. Dalej jechaliśmy polną drogą do Kiełpina. Skręciliśmy w lewo w brukowaną drogę. Kolejny fragment drogi prowadził krętym zjazdem do lasu. Tamtejsze szutrowe sekcje pokonywane dużą prędkością dają dużo frajdy z jazdy. Trasę trochę skróciliśmy i zmodyfikowaliśmy względem tej z zawodów. W dalszej części jazdy wybraliśmy prostą leśną drogę w kierunku szosy na Lędyczek. Po dłuższej jeździe wjechaliśmy na asfalt. Stamtąd już pojechaliśmy z powrotem do Krzywej Wsi. Czekał na nas jeszcze dłuższy, asfaltowy podjazd. To była udana jazda, jednymi z ładniejszych i ciekawych tras mtb w powiecie złotowskim.

                                Tradycyjne pozowanie ;)                  

                                 Lidka poznaje trasy MTB w okolicach Krzywej Wsi
                                 Nasza trasa (kliknij, aby powiększyć)

poniedziałek, 2 maja 2016

Dolina Rurzycy i okolice Wałcza na rowerach, czyli kolarska majówka cz. 2

Drugi dzień majówki (2 maja) z Lidką również spędziliśmy aktywnie, czyli ponownie na rowerach. Tym razem naszym celem była Dolina Rurzycy. Rozpoczęliśmy w Wałczu. Pierwszy fragment trasy miałem zamiar pojechać trasą z wyścigów MTB z dawnych lat. W okolicy bunkrów i skansenu sprzętu wojskowego trochę się zakręciliśmy. Przy pomocy gps- u trafiliśmy na właściwą ścieżkę. Zamierzaliśmy dotrzeć nad Jezioro Krępsko. Początek nie był zbyt łatwy ani przyjemny. Było ciepło i świeciło słońce. W lesie natrafiliśmy na prawdziwe duże "piaskownice" na kilku kilometrach trasy. Mój rower mtb dobrze sobie radził w takich warunkach. Natomiast Lidka na swoim trekkingu miała chwilami dość i stwierdziła jednoznacznie, że nigdy więcej nie będzie jeździła już po takim dużym piachu. Droga była dość nudna, gdyż nic się nie zmieniało Jadąc długo lasem, dotarliśmy do szosy w okolicach Czechynia. Tam po kilku szybkich kilometrach wjechaliśmy znowu w las. Dotarliśmy do trzech jezior Krępsko: Małe, Średnie i Duże. Postanowiliśmy dotrzeć do Kamienia Papieskiego  przy tzw. Wrzosach. Wspomnę, że w latach 70-tych bywał tam nasz papież Jan Paweł II. Trochę pobłądziliśmy, gdyż zawsze jeździłem tam wiele razy od drugiej strony: od Ptuszy i Płytnicy, a od Wałcza pierwszy raz. W końcu dotarliśmy do Kamienia, gdzie zrobiliśmy oczywiście pamiątkowe zdjęcia. Pora była już wracać, a byliśmy już dość zmęczeni. Szutrówką dojechaliśmy do Trzebieszek, skąd drogą krajową 22 przez Szwecję pojechaliśmy do Wałcza. Na tej drodze nie było ani przyjemnie ani bezpiecznie wśród tirów i dużego ruchu, ale przynajmniej szybko wróciliśmy z powrotem do samochodu. Zrobiliśmy tego dnia łącznie ok. 55 km. Wyjazd był wymagający kondycyjnie i wart przejechania rowerem rezerwatu Dolina Rurzycy.

               Nasza trasa (kliknij, aby powiększyć).

              Gdzieś na trasie w Dolinie Rurzycy.

              Okolice Jeziora Krępsko.

              Przy Kamieniu Papieskim.

niedziela, 1 maja 2016

Wokół Jeziora Wdzydze na rowerach, czyli kolarska majówka cz.1

Majowy długi weekend postanowiliśmy z Lidką spędzić aktywnie, czyli "w siodle" na rowerach. W pierwszym dniu (1 maja) naszym celem były Kaszuby, a dokładnie Jezioro Wdzydze i Wdzydzki Park Krajobrazowy. Wspomnę, że bywałem już tam kilkukrotnie na rowerach i poznałem tamtejsze ciekawe szlaki. Rozpoczęliśmy w miejscowości Wiele, skąd asfaltową drogą jechaliśmy do Borska. Początek był dosyć wietrzny i chłodny, a na szczęście pogoda poprawiała się. W Borsku widać było w całej okazałości Jezioro Wdzydze, nazywane również Kaszubskim Morzem. Pojechaliśmy brzegiem, miejscami było MTB po piachu i korzeniach, a Lidka dobrze sobie radziła. Z Wdzydz Tucholskich kierowaliśmy się oznakowanym szklakiem rowerowym wzdłuż brzegu. Jadąc ścieżkami było ciekawie i malowniczo, a pejzaż Kaszub nie pozwalał się nudzić. Kilka razy zatrzymaliśmy się na przerwę, żeby się posilić. Mijając ośrodki wypoczynkowe z domkami letniskowymi schowanymi w lesie dotarliśmy do Gołunia. W pobliżu minęliśmy bar "Ostoja", w którym byłem w 2013 r., a miał klimat lat 80- tych ;). Tym razem był zamknięty. Jeszcze parę kilometrów i dotarliśmy do celu naszej podróży, czyli Wdzydz Kiszewskich. Przed tablicą miejscowości oczywiście pamiątkowa fotka. Sama miejscowość ma charakter typowo turystyczny z dobrze rozwiniętą infrastrukturą wypoczynkową. Nad Wdzydzami góruje wieża widokowa, która jest punktem charakterystycznym. Na pamiątkę z Lidką kupiliśmy magnes na lodówkę. Tak postanowiliśmy, że będziemy kolekcjonować w ten sposób nasze "wojaże". Po zjedzeniu gofrów popitych kawą i rozejrzeniu się po okolicy, rozpoczęliśmy naszą powrotną podróż do Wiela, gdzie zostawiliśmy samochód. Tym razem wybraliśmy szybszą opcję szosową. Tempo było dobre chociaż byliśmy już trochę zmęczeni. Na ostatnich 20 km podłączyliśmy się do dwóch młodych turystów z sakwami, którym "powoziliśmy się na kole". Ogółem przejechaliśmy ponad 50 km w zróżnicowanym terenie. To był udany wyjazd i aktywnie spędzony dzień z Lidką, która załapała bakcyla tzw. "cyklozy" ;). Z pewnością Kaszuby mają duży potencjał dla kolarzy tak dla szosowych jak i mtb. Do tego można tam szybko dojechać z północnej Wielkopolski (skąd pochodzę) i Pomorza. 

                 Nasza trasa. (kliknij, aby powiększyć)                        

                 Dotarliśmy do celu.

                Tradycyjne "selfie" z Lidką :)

                  We Wdzydzach Kiszewskich.

                   Przy wieży widokowej.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Wycieczka rowerowa do Głubczyna.

W kwietniową niedzielę postanowiliśmy z Lidią wybrać się rowerami na dłuższą jazdę, a przy okazji przetestować jej nowy nabytek- trekkingowego Climbera. Trasa zaczynała się w Łobżenicy. Pierwsze pokonane kilometry wiodły droga asfaltową przez Wiktorówko i Kunowo. Dalej mijaliśmy malownicze okolice jeziora Sławianowskiego i miejscowość Bługowo, za którym wjechaliśmy w polną i szutrową drogę w kierunku Podróżnej. Tego dnia było dość wietrzenie i chłodno, a w terenie trochę błota stąd nie było tak łatwo, ale Lidia dzielnie sobie radziła :). Z Podróżnej skierowaliśmy się w stronę Śmiardowa Krajeńskiego, minęliśmy Augustowo i dotarliśmy do naszego celu, czyli Głubczyna w gminie Krajenka. Na miejscu trzeba było uwiecznić na zdjęciach pierwszą, dłuższą wspólną wiosenną jazdę. Zwiedziliśmy okolice miejscowego kościoła i samą miejscowość. Krótkie posilenie się bananami popitymi wodą i czas już było wracać. Wybraliśmy tę samą drogę, jedynie jezioro Sławianowskie pokonaliśmy drugą stroną i przekroczyliśmy most w Bługowie. Z powrotem już było dużo przyjemniej, gdyż jechaliśmy z wiatrem. Pokonany dystans wyniósł ok. 55 km. Do domu wróciliśmy zmęczeni ale bardzo zadowoleni, wszak kto kręci ten zdrowiej żyje.
        Dotarliśmy do Głubczyna. Wspólna fotka :)



Nasze rowery: od prawej Climber i Scott Scale 40

Przy kościele w Głubczynie.

sobota, 16 kwietnia 2016

Rower Climber Trekking- recenzja

Od pewnego już czasu proponowałem mojej żonie Lidii zakup lepszego roweru do naszych przejażdżek. Jeździmy wspólnie coraz dłuższe dystanse, a zatem przyszedł moment, żeby również małżonka mogła komfortowo cieszyć się jazdą. Nie zamierzaliśmy kupować drogiego ani wyczynowego roweru. Budżet określiliśmy na niewiele ponad 1 tys. zł Zdecydowaliśmy się na rower trekkingowy, bardziej uniwersalny na różne warunki zarówno w lekki teren jak i na szosę. Po zrobieniu dobrego rozpoznania w sklepach padł wybór na rower Climber polskiej marki Sprick ze Świebodzina. W sklepie dokładnie mu się przyjrzeliśmy i podjęliśmy decyzję, że zabieramy go do domu. Sprzęt ma bardzo dobrą relację jakości i dobranych podzespołów do ceny. Najważniejsza jest rama, która wykonana jest z aluminium, a zatem rower jest lżejszy i ma w przyszłości potencjał rozwojowy. Rama występuje w dwóch wersjach: damskiej i męskiej oraz w dwóch kolorach: czerwonym i grafitowym. Lidia wybrała damkę w kolorze czerwonym i rozmiar 18'. A teraz przedstawię w skrócie specyfikację:
- rama: aluminium,
- amortyzator: Suntour trekking,
- przerzutka tylna i przednia: Shimano Acera,
- kaseta 8 rzędowa,
- koła 28'.
- kierownica regulowana,
- wspornik siodełka amortyzowany,
- dynamo w piaście Shimano,
- bagażnik i błotniki.

Ogólnie rower robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Widać dbałość, solidność i estetykę wykonania ramy i poszczególnych podzespołów, co nieczęsto zdarza się w tym pułapie cenowym. Po zakupie nawet nie wymagał wielu regulacji, bo wszystko było przygotowane. Wrażenie to oczywiście to nie wszystko. Rower tak samo dobrze jeździ jak wygląda. Lidia przejechała już ponad 1000 km i wszystko jest bez zarzutu, bez żadnych usterek. Trekkingowy Climber to doskonały wybór dla osoby zaczynającej na poważnie jazdę rowerem, która poszukuje sprzętu niezawodnego, dzięki czemu pokonywane kilometry są przyjemnością.

           Trekkingowy Climber tuż po zakupie.

             Przerzutka tylna Shimano Acera.

                  Mechanizm korbowy.

             Na rowerze widnieje napis, że mamy do czynienia z aluminiową ramą.
 
            Żelowe siodełko i amortyzowany wspornik siodełka zapewniają komfort jazdy.

              Amortyzowany widelec Suntour dodaje komfortu i bezpieczeństwa

              Nowoczesne dynamo ukryte w piaście Shimano.

              Rama występuje w dwóch wersjach: damskiej i męskiej.

           Lidia na jednej z pierwszych jazd testuje nowy rower :)