czwartek, 15 czerwca 2017

Kolarska pielgrzymka do Górki Klasztornej.

W uroczystość Bożego Ciała postanowiliśmy z Lidką wybrać się do Górki Klasztornej- oczywiście na rowerach. Tego dnia byliśmy ubrani w cywilne ubrania. Była piękna, ciepła i słoneczna pogoda. Nasza trasa wiodła ze Złotowa przez Świętą, Kleszczynę, Skic, Walentynowo i Wiktorówko. Na drodze był mały ruch. Podziwialiśmy sielskie widoki na polach i łąkach. Był także czas na krótką przerwę. W Bazylice w Górce Klasztornej wzięliśmy udział w uroczystościach i procesji po gaju góreckim. Procesja ma swój specyficzny lokalny charakter i atmosferę. Każdy z czterech ołtarzy przygotowuje inna wieś należąca do parafii. Przy ołtarzu przygotowanym przez Piesno rozdawany był chleb. Po procesji zaczerpnęliśmy wody ze studzienki, która ma specjalne i zdrowotne właściwości. Z powrotem udaliśmy się tą trasą do Złotowa. W sumie w obie strony pokonaliśmy 50 km. Wszystkim, którzy nie byli w Górce Klasztornej polecam odwiedzić to piękne miejsce, a wszyscy którzy tam byli, wiedzą, że warto tam wracać.

W drodze do Górki Klasztornej.


Przy ołtarzu w Bazylice w Górce Klasztornej.

Ołtarz przygotowany przygotowany przez wieś Piesno.

Był czas żeby uzupełnić siły miejscowym chlebem...

...i wodą.

Zapis trasy.


poniedziałek, 29 maja 2017

Kaszeberunda 28.05.2017- relacja

Od kilku już lat zamierzałem wziąć udział w Kaszebe Rundzie, rowerowej imprezie rekreacyjno- sportowej. Jednakże zawsze jakieś wydarzenia powodowały, że odkładałem udział na później. Udało mi się przy tym namówić moją żonę Lidkę na udział :).  Kaszebe Runda to impreza dla kolarzy i amatorów rowerzystów, odmienna od tych sportowych nastawionych na zajęcie miejsca i rywalizację. W wynikach nie ma zajętych miejsc i kategorii tylko podany jest czas. Impreza co roku odbywa się w Kościerzynie i przebiega po pętli. Pozwala poznać uroki kaszubskich krajobrazów z perspektywy siodełka. Całość tras odbywa się po drogach szosowych. Do wyboru są trzy dystanse: 65 km, 105 km i 200 km. Wybraliśmy dystans 105 km. Wyjechaliśmy ze Złotowa do Kościerzyny autem z rowerami na dachu wczesnym rankiem o 5:30. Wczesna godzina wynika stąd, że samemu wybiera się godzinę startu, a my chcieliśmy uniknąć upału i zmieścić się w limicie czasu. Pogoda tego dnia była idealnie bezchmurna i słoneczna. Biuro zawodów umiejscowiono w Aquaparku. Obsługa sprawnie wydała nam pakiety startowe. Po krótkim ogarnięciu się i sprawdzeniu rowerów, ruszyliśmy na miejsce startu. Organizatorzy puszczali zawodników w grupach 15- osobowych co 2 minuty.  Dało się odczuć zupełnie inną atmosferę jak w przypadku ścigania. Na dany sygnał ruszyliśmy spokojnie, ale dynamicznie. Mówiłem Lidce, żeby "trzymała koło" i żebyśmy trzymali się zawodników jadących przed nami. Patrząc na kolarzy jadących z nami można było zaobserwować zarówno różny poziom formy sportowej jak i sprzętu. Systematycznie wyprzedzaliśmy jadących przed nami. Jechaliśmy bardzo żwawo i nie schodziliśmy poniżej 30 km/h, a Lidka jeszcze mnie popędzała, co mnie cieszyło i oznaczało jej dobrą formę na dzisiejszy dzień. Pierwszy bufet- z przerwą na jedzenie i picie organizatorzy zaplanowali w Dziemianach po ok. 20 km. Postanowiliśmy z niego skorzystać. A tam spokojnie posililiśmy się drożdżówką popijając ją kawą.  Specjały regionalnej kuchni kaszubskiej przygotowali mieszkańcy. Spróbowałem jeszcze pysznej jajecznicy na boczku i chleba ze smalcem. Takie bufety kolarskie to sama przyjemność :) . Ruszyliśmy dalej, a kaszubskie pagórki dawały się we znaki w nogach. Kolejny bufet był wkrótce w Leśnie, za którym skręciliśmy w prawo w mniej ruchliwą drogę w kierunku miejscowości Sominy. W słonecznej pogodzie podziwialiśmy piękno kaszubskiej przyrody, a przy tym czas spędzając aktywnie. W Sominach nie zatrzymaliśmy się na bufecie i pojechaliśmy dalej. Zaczął się las i interwałowe pagórki. Peleton był rozciągnięty i mijaliśmy mniejsze grupy kolarzy. Lidka powiedziała po 50 km, że czuje już zmęczenie w nogach. Jechaliśmy stabilnym, spokojnym tempem. W Półcznie zorganizowano kolejny, większy bufet. Tutaj nasza trasa łączyła się z krótszą Kaszebe Rundą na dystansie 65 km. Stąd na bufecie było bardzo dużo kolarzy ze wszystkich dystansów. Zjedliśmy lody i wypiliśmy kawę. Wyprzedzaliśmy bardzo dużo osób z krótszego dystansu z pomarańczowymi numerami. Jechały osoby w każdym wieku i o różnej kondycji. Na większym, dłuższym podjeździe przygrywała kaszubska orkiestra :) . W Sulęczynie zrobiliśmy ostatni postój, za którym był stromy podjazd i kręta droga przez las. Jechaliśmy w milczeniu. Po minięciu Stężycy, Lidka zapytała mnie ile jeszcze zostało kilometrów do końca. Powiedziałem, że prawie 10 km. Widać było, że jest zmęczona, ale ja ją motywowałem do wytrwałej jazdy. W tym miejscu składam jej słowa uznania za udział i wytrwałość.  Inni kolarze też byli zmęczeni, co było widać po wolniejszym tempie. Na sam koniec zaliczyliśmy jeszcze kilka podjazdów.  Mięśnie nóg były już nabite i twarde od przejechanych kilometrów kaszubskimi szosami. W końcu dojechaliśmy do przedmieść Kościerzyny. Na mecie, gdzie był pomiar czasu usłyszeliśmy gratulacje. Pokierowano na nas na kościerski rynek, gdzie była meta honorowa i finał imprezy. Ledwie przekroczyliśmy metę, konferansjer podszedł do nas z mikrofonem i zapytał o wrażenia z trasy. Udzieliliśmy krótkiego wywiadu :). Dziewczyny w kaszubskich strojach założyły nam na szyje medale za ukończenie trasy. Rynek był pełen kolarzy. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie przy pomniku Remusa i poszliśmy na zasłużony obiad. Podsumowując Kaszebe Rundę, z pewnością jest to impreza, w której warto wziąć udział. Każdy może odnaleźć tam własny cel: spędzenie aktywnie czasu, poznanie walorów Kaszub albo poznanie swoich możliwości i kondycji.  Dostosowana różnego poziomu kondycji uczestników, bardzo dobrze zabezpieczona, oznakowana i zorganizowana. Nasz czas jazdy wyniósł 5 godz. 39 minut na dystansie 105 km.

WYNIKI

Przy pomniku Remusa na rynku w Kościerzynie.


Z pamiątkowymi medalami za ukończenie Kaszebe Rundy 2017.

Zapis trasy.

Na jednym z bufetów Kaszebe Rundy.


niedziela, 4 września 2016

XIV Leśny Rajd Rowerowy 2017.

03 września w sobotę wczesnym rankiem przy Nadleśnictwie Złotów stanęliśmy z Lidką do udziału w XIV Leśnym Rajdzie Rowerowym. Wspomnę, że kilka lat wcześniej wziąłem udział w trzech edycjach. Rajd ma charakter rekreacyjny i jest skierowany do wszystkich rowerzystów. XIV edycja miała metę w Szwecji (powiat wałecki). Do Szwecji  wyruszyło sześć  grup rowerzystów. Przemierzali szlaki przygotowane przez poszczególne nadleśnictwa: Złotów, Jastrowie, Okonek, Lipkę, Zdrojową Górę oraz Płytnicę. Nasza złotowska grupa była bardzo liczna. Trzeba było ostrożnie i uważnie jechać w grupie, bo rowerzyści mieli różne umiejętności jazdy w terenie. Ruszyliśmy przez Wielatowo, a w okolicach Górznej miał miejsce pierwszy postój. Organizatorzy zapewniali napoje i pyszne słodkości cukiernicze.  Dalej skierowaliśmy się dawnym nasypem kolejowym przez Osówkę i Piecewo. Dojechaliśmy do Ptuszy, po czym jechaliśmy w kierunku jeziora Krępsko. Dodam, że trasa ta jest mi bardzo dobrze znana z dawnych treningów mtb. Podczas zbliżania się do Szwecji leśne szlaki stawały się coraz bardziej piaszczyste. Niektórzy mieli problemy z ich przejechaniem. Wspierałem Lidkę, która na swoim trekkingu dzielnie pokonywała piaszczyste odcinki i wyprzedzała całe grupy rowerzystów :) . W końcu dojechaliśmy do Szwecji, gdzie zorganizowana była meta i podsumowanie Rajdu. Dojechali także uczestnicy z pozostałych nadleśnictw. Było nas całkiem sporo- razem 652, a grupa złotowska była największa i liczyła 176 osób. Organizatorzy zapewnili nawet parking strzeżony dla rowerów i dla chętnych transport powrotny. Drużyny  nadleśnictw rywalizowały ze sobą w różnych konkurencjach o przechodni puchar, a spośród uczestników rajdu losowano atrakcyjne nagrody, w tym rowery. Za rok gospodarzem rajdu będzie Nadleśnictwo Jastrowie. Po dłuższym odpoczynku w sympatycznej atmosferze przyszedł czas na powrót do domów. Postanowiliśmy z Lidką wracać samodzielnie na rowerach ok. 50 km. Część osób też zdecydowała się na taki wariant. Zmodyfikowałem trochę trasę, aby uniknąć piachu i szybko wrócić do domu. Pojechaliśmy przez Płytnicę i Tarnówkę. Po szybkich, prostych i szerokich leśnych szutrach jechało się jak po autostradzie. Zmęczeni, ale przy tym zadowoleni dotarliśmy szczęśliwie z powrotem. W obie strony pokonaliśmy ponad 90 km. Wszystkich, którzy jeszcze nie uczestniczyli w Leśnym Rajdzie Rowerowym w powiecie złotowskim, zachęcam do udziału w przyszłych edycjach. Z perspektywy siodełka można poznać wiele ciekawych tras rowerowych, którymi nie jeździmy na co dzień, a prowadzących przez piękne tereny.

Uczestnicy grupy złotowskiej na starcie do XIV Leśnego Rajdu Rowerowego.

Na jednym z postojów podczas Rajdu.

Tradycyjnie pamiątkowa fotka z Lidką :)

Na moście na rzece Gwdzie w okolicach Tarnówki.

Zapis trasy Rajdu: Złotów- Szwecja.

sobota, 27 sierpnia 2016

Kaszubska Marszruta- po raz drugi. Chata Kaszubska miejsce przyjazne rowerzystom.

27 sierpnia w sobotę wybraliśmy się z Lidką po raz drugi na Kaszubską Marszrutę. Relację z pierwszego wyjazdu opisałem w poprzednim poście. Zaczęliśmy w Chojnicach, gdzie zostawiliśmy samochód. Ścieżką rowerową przejechaliśmy przez miasto, po czym po kilku kilometrach skręciliśmy w prawo w kierunku miejscowości Krojanty. Warto dodać, że w Krojantach we wrześniu 1939 r. miała miejsce słynna "Szarża Ułanów". Miejsce pola bitwy upamiętnione zostało pomnikiem.Wspomnę, że na naszej wycieczce rowerowej, spotkaliśmy tam miejscowego "ułana", który zapraszał nas na inscenizację historyczną. Pokręciliśmy się jeszcze po okolicy, zwiedzając zabytki i z powrotem wróciliśmy na szlak naszej Marszruty. W Kłodawce skręciliśmy zielonym szlakiem w kierunku Mylofu, gdzie można podziwiać zaporę wodną. Znajduje się tam również duża hodowla ryb. Jechaliśmy utwardzoną, leśną drogą przez Okręglik, Giełdoń i Czarniż. W Kosobudach wjechaliśmy na czerwony szlak i zrobiliśmy sobie tam krótką przerwę. Na polach było już widać, że jest już po żniwach i trwają przygotowania do lokalnych dożynek. Jeszcze kilka kilometrów i dojechaliśmy do Brus, które widoczne były już z daleka z charakterystycznymi dwoma wieżami zabytkowego kościoła. Postanowiliśmy zwiedzić Chatę Kaszubską w Brusach Jaglie. W tym miejscu zaznaczę, że jest to miejsce bardzo przyjazne rowerzystom. Przyjęła nas serdecznie bardzo miła pani, która nas oprowadziła po Chacie Kaszubskiej. Opowiadała o folklorze kaszubskim i wyjaśniała do czego służyły dawne narzędzia i sprzęty. Na zakończenie poczęstowała nas kawą i goframi według lokalnej receptury. Bardzo miło wspominamy to miejsce i polecamy każdemu je odwiedzić. Miejsce, w którym można przekonać się o gościnności Kaszubów. Gdy już nabraliśmy sił, pojechaliśmy zielonym szlakiem w kierunku Chojnic.  Dojechaliśmy do Męcikału, gdzie przejechaliśmy przez ładny most dla kolarzy i pieszych. Wkroczyliśmy na czarny szlak. Po drodze zatrzymaliśmy się przy bunkrze partyzantów z okresu II wojny światowej. Czuliśmy już zmęczenie i przejechane kilometry w nogach. Dały nam się we znaki kaszubskie górki i hopki. Jeszcze ostatnie kilometry i wjechaliśmy do Chojnic. Po ścieżce rowerowym dojechaliśmy do samochodu, który zostawiliśmy przy Starostwie. Z drugiego wyjazdu na Kaszubską Marszrutę wróciliśmy bardzo zadowoleni i pełni wrażeń. Te tereny są szczególnie atrakcyjne dla kolarzy z północnej Wielkopolski (skąd pochodzę) z uwagi na bliskość dojazdu. Polecam wszystkim miłośnikom dwóch kółek, którzy lubią aktywnie spędzać czas i przy okazji poznawać miejscową kulturę i nowe, ciekawe miejsca. Nasza trasa: Chojnice- Brusy- Kosobudy- Męcikał- Chojnice w spokojnym tempie zajęła nam ok. 75 km w czasie ok. 4 godzin.

W Krojantach miejscu historycznej "Szarży Ułanów".

 W mijanych miejscowościach było widać przygotowania do dożynek.

W Kosobudach niedaleko Brus.

Tablice informacyjne Kaszubskiej Marszruty opisują lokalną historię.

Pozowanie z dziadem i babą dożynkową ;) .

W Chacie Kaszubskiej w Brusach Jaglie możemy obejrzeć wiele eksponatów, w tym dla kolarzy :)


Chata Kaszubska to miejsce przyjazne rowerzystom.

Na szlaku Kaszubskiej Marszruty między Brusami, a Chojnicami.


Zapis trasy.

sobota, 13 sierpnia 2016

Kaszubska Marszruta- po raz pierwszy. Charzykowy- Swornegacie.

Kaszuby to miejsce, które lubię odwiedzać już od kilku lat, szczególnie na rowerze. To piękne tereny, do których warto wracać. Duże znaczenie ma też fakt, że ze Złotowa (północna Wielkopolska) jest tam blisko. Namówiłem Lidkę, żebyśmy tam się wybrali. Planując trasę, skupiałem się na tym, aby była ciekawa, dobrze oznakowana, w miarę łatwa do przejechania i nie była typowym mtb. W ten właśnie sposób znalazłem informacje o Kaszubskiej Marszrucie. Stanowi ona blisko 200 km szlaków rowerowych opracowanych przez powiat chojnicki i pobliskie gminy. Dobrze oznakowane trasy przebiegają przez malownicze tereny Borów Tucholskich. Dużą zaletą Kaszubskiej Marszruty jest odsunięcie rowerowych szlaków od dróg używanych przez samochody. Drogi rowerowe, prowadzone są często po leśnych, szutrowych i miejscami asfaltowych ścieżkach. Zyskało na tym bezpieczeństwo rowerzystów/ kolarzy i komfort jazdy. W miejscach postojowych ustawiono wiaty i mapy tras. Swoją przygodę z Marszrutą zaczęliśmy w Charzykowach koło Chojnic, gdzie dojechaliśmy samochodem z rowerami. Po krótkim ogarnięciu się ruszyliśmy szlakiem czerwonym przez Stary Młyn, Funkę i Bachorze. Byliśmy zachwyceni jazdą piękną i wygodną trasą. Wszystko wyglądało tak jak wcześniej opisywałem. Po drodze mijamy wielu rowerzystów, z którymi wymieniamy pozdrowienia. Docieramy do miejscowości Małe Swornegacie, gdzie jezioro Charzykowskie łączy się z Karsińskim. Teraz chwila przerwy na tradycyjne selfie :). W miejscowości Styporc zbaczamy z trasy w prawo i jedziemy zielonym szlakiem Greenway. Jak się okazuje ten fragment trasy wygląda trochę jak mtb, co oznacza, że jest trochę piachu i korzeni. Jakoś dajemy radę. Piękne widoki dużych jezior rekompensują nam trudy jazdy. W ciekawie brzmiącej miejscowości Kokoszka sprawdzamy gps i wynika, że do naszego celu, czyli miejscowości Swornegacie już blisko. Na miejscu robimy sobie przerwę. Widać, że to miejscowość turystyczna. Wszędzie widać oferty wypożyczenia sprzętu wodnego, kwatery agroturystyczne i stoiska gastronomiczne. Dla ciekawości dodam, że w pobliskim sklepie spożywczym, w kolejce do kasy spotykam Roberta Lisowskiego, głównego organizatora Gryf Maratonu MTB, od którego zaczynałem swoje przygody kolarskie. Zamieniamy kilka zdań w sympatycznej atmosferze. Czas już wracać do Charzykowów. Kierujemy się żółtym szlakiem do Chocimskiego Młyna. Stamtąd jadąc ładną i szybką drogą przez las jedziemy przez Kopernicę i Łukomie. W pewnym momencie mam wrażenie, że trochę zboczyliśmy z trasy. Jedziemy na wyczucie i wspieramy się gps-em. Jedziemy wzdłuż jeziora Charzykowy i wiemy, że już jesteśmy blisko. Końcówka trasy to naprzemienne szutrowe podjazdy i zjazdy. Końcówka to jazda szosą i jesteśmy na miejscu. Na zakończenie wybieramy się jeszcze na przejażdżkę po charzykowskiej promenadzie. To bardzo fajne i ładne miejsce nieustępujące tym z np. nadmorskich miejscowości. Zrobiliśmy rowerami ok. 50 km. Do domu wracamy pełni pozytywnych wrażeń z jazdą po Kaszubskiej Marszrucie. Mam lekki niedosyt, bo w Borach Tucholskich jest tyle do zobaczenia, że jeden dzień to za mało. Postanawiamy jeszcze tu wrócić na kolejne, nowe trasy. Wszystkim kolarzom szczerze polecam. Do zobaczenia na dwóch kółkach, na których można zwiedzić aktywnie wiele pięknych miejsc.

Poniżej krótka fotorelacja:







W Charzykowach na promenadzie. Tutaj rozpoczęliśmy i zakończyliśmy naszą trasę.

Zapis trasy.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Gródek Krajeński

11 sierpnia, po południu wybraliśmy się z Lidką na luźną przejażdżkę rowerową do Gródka Krajeńskiego. Naszym celem było jezioro Stryjewo i tamtejszy ośrodek wypoczynkowy. Zaczęliśmy w Łobżenicy. Kolejno mijane przez nas miejscowości to: Luchowo, Witrogoszcz i Dźwierszno. Nad jeziorem zrobiliśmy sobie krótką przerwę na tradycyjne zrobienie fotek. Przejechany dystans to ok. 25 km. Czasami, tak blisko jest wiele fajnych miejsc do odwiedzenia rowerem. Wystarczą dobre chęci, żeby usiąść na siodełku. Poniżej krótka fotorelacja.  

Zapis trasy.


W Gródku Krajeńskim można wypożyczyć sprzęt pływający

Pozowanie Lidki :)

sobota, 30 lipca 2016

W bydgoskim Myślęcinku

W ostatni dzień lipca wybraliśmy się z Lidką do Bydgoszczy. Rowery na bagażnik dachowy samochodu i w drogę. 90 km minęło szybko. Naszym celem tym razem był Leśny Park Kultury i Wypoczynku "Myślęcinek". Wspomnę, że mój pierwszy maraton mtb jaki zaliczyłem miał miejsce właśnie w Myślęcinku- w 2005 roku. Postanowiliśmy pojeździć spontanicznie, na wyczucie. Chcieliśmy zobaczyć i przejechać jak najwięcej. Park ma bardzo dobrze rozbudowaną sieć ścieżek rowerowych i pieszych. Stanowi główne miejsce aktywnej rekreacji mieszkańców Bydgoszczy. Fani każdej dyscypliny sportowej mogą ciekawie spędzić tam czas. Jeździliśmy zarówno po asfaltowych szlakach jak i też zbaczaliśmy w teren do lasu. Dla każdego coś miłego. Był także czas na przerwę na lody i zwiedzanie ogrodu botanicznego. Przejechaliśmy rowerami ok. 50 km. To był udany dzień. Poniżej krótka fotorelacja.