Akcesoria rowerowe

czwartek, 19 września 2013

VII Mistrzostwa Piły w Kolarstwie Szosowym- 15.09.2013

Na drugi dzień po maratonie mtb w Wieleniu (poprzednia relacja) wybrałem się na Mistrzostwa Piły w Kolarstwie Szosowym. Ze względu na poprzedni dzień ścigania, zmęczenie i brak odpoczynku obawiałem się jaki będzie mój rezultat. Do tego jazdę indywidualną na czas i wyścig ze startu wspólnego organizowano w Pile tego samego dnia. Do czasówki przystąpiłem pełen optymizmu, ale także obaw jak mi pójdzie. Po pierwszych 2 km wiedziałem, że to nie jest to, czego oczekiwałbym po sobie wypoczęty. Jednak mtb w Wieleniu mnie wymęczyło. Mimo wszystko cisnąłem na szosie ile tchu i sił starczyło. Wjechałem na metę nie patrząc na czas przejazdu.
Po 2 godzinach odbył się wyścig ulicami Piły w kategorii amator (4x7 km). Można powiedzieć kryterium uliczne przy zamkniętym ruchu. W zawodach szosowych duże znaczenie ma taktyka, dlatego starałem się zająć dogodną pozycję w peletonie i kontrolować bieżącą sytuację i zachowanie kolarzy. Niestety tuż przed samym startem zaczął padać deszcz, przez co trzeba było zachować dużą ostrożność jadąc ramię w ramię z zawodnikami. Zaczęło się dobrze, trzymałem się w grupie jadąc mocnym tempem. Chwilami byłem zmuszony jechać po pasach i liniach wymalowanych na drodze co przy prędkości blisko 60 km/h w deszczu przyprawiało o stres. Tu nie było miejsca na błędy. Pod koniec pierwszej rundy przy zjeździe do jednego z rond przy hamowaniu zarzuciło mi tyłem roweru. Chcąc wyprowadzić rower z poślizgu byłem zmuszony objechać dookoła rondo, zamiast od razu skręcić w prawo. Do tego zaraz był podjazd. Próbowałem dojść czołową grupę przez całe okrążenie. Jednak jadąc sam, nie mając nikogo do współpracy było to praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. I tak też się stało. To właśnie ten incydent z poślizgiem koła wpłynął na wynik mojego rezultatu. Tak to jest właśnie, że w krótkich, szosowych zawodach ulicznych jedno zdarzenie może wyeliminować z walki o podium. Można to porównać do wyścigów xc mtb. Bardzo lubię jeździć i ścigać się na szosie, a udział w Mistrzostwach Piły w Kolarstwie Szosowym był do tego doskonałą okazją.

Jazda indywidualna na czas: 14 miejsce w kat. M3, 68 open, czas: 17:14
Wyścig ze startu wspólnego amatorów: miejsce 15/50, czas: 47:58

Michałki- Wieleń MTB- Jubileuszowa X Edycja- 14.09.2013

Na wrzesień tradycyjnie, zawsze przypada kultowy, najstarszy maraton MTB w Wielkopolsce „Michałki”, który odbywa się corocznie w Wieleniu i Puszczy Noteckiej. Tym razem była to jubileuszowa X edycja. Dla mnie był to siódmy start w tych zawodach, gdyż pierwszy raz byłem tam w 2007 roku. Miłym akcentem było zakwalifikowanie mnie do pierwszego sektora wśród znanych wielkopolskich zawodników, o czym wspominał na swojej stronie internetowej redaktor Piotr Kurek. Łącznie na 3 dystansach: mini, mega i giga wystartowało ok. 500 kolarzy, spośród których spotkałem wielu znajomych tych bliższych i dalszych. Wybrałem dystans mega liczący około 60 km. Tym razem trasę poprowadzono w odwrotnym kierunku. Tradycyjnie pierwsze kilometry to jazda szosą za samochodem policyjnym w kierunku skrętu do lasu w prawo. I tu nagłe zaskoczenie- na przejeździe kolejowym zamknięty szlaban. Kilka minut oczekiwania i heja ;) do przodu szosowym tempem ponad 40 km/h. Po wjeździe w las kilka kałuż z błotem. Kilka osób spanikowało i zaczęło ich rzucać na boki, ktoś się wywrócił. Wymijam ich i staram się systematycznie wyprzedzać i załapać się do szybkiego „pociągu”. 29’er daje przewagę w takich sytuacjach. Jednocześnie czuję, że to nie jest mój dzień, a dyspozycja fizyczna jest niezadowalająca. Nogi są dość ciężkie. Jednak po pewnym czasie rozgrzałem się i było lepiej. Trasa niby łatwa, ale nie dająca ani chwili odpoczynku i momentami z szeregiem interwałów. W całości przejezdna. Do tego podłoże, po którym jedzie się jak po gąbce i które potrafi wyssać siły. Kto jeździł Michałki, ten wie o czym piszę. Na 42 km czuję kryzys i zmęczenie, a do tego zaczynam być wyprzedzany przez zawodników, którzy na punkcie kontrolnym byli 5 minut za mną. Wiem, że nie jest ze mną najlepiej w tym momencie. W pewnej chwili wyprzedza mnie kolarka i kolarz z teamu „N…”. Pomimo zmęczenia, podejmuję decyzję, że muszę dosiąść im koła i jechać z nimi, bo to dla mnie szansa. Teraz albo nigdy. Tempo wzrosło i tak stopniowo wyprzedzamy jadące przed nami osoby. Jako, że staram się współpracować, wychodzę 2 razy na zmianę, ale dla kolarza z „N…” moje tempo chyba było za wolne, bo od razu mnie wyprzedzał. Myślę sobie, ok. w takim razie jadę za wami. Postanawiam za wszelką cenę nie odpaść z „minipociągu”. Nogi są już tak nabite ze zmęczenia, że pojawiają się kurcze. Patrzę na licznik i tylko odliczam kilometry do końca. Ostatni odcinek to znany dojazd do stadionu przez pole pełne nierówności. To kluczowy odcinek przy końcówce tego maratonu. Jeszcze tylko ostatnie okrążenie na stadionie. Wjeżdżam tuż za zawodnikiem, za którym wcześniej jechałem i który pracował na trasie, stąd też nie ścigałem się z nim przy wjeździe na „kreskę” mety. Uzyskujemy jednakowe czasy. Redaktor P. Kurek oznajmia przez mikrofon nasz przyjazd. Schodzę z roweru i przez kilka minut nie mogę się ruszyć, gdyż dostaję potężnych kurczy obu nóg- pierwszy raz w tym sezonie. Tak sobie stoję, pokręcony z bólu staram się rozruszać i jakoś dochodzę do siebie. X edycja Michałków kosztowała mnie wiele wysiłku, ale naprawdę warto było tu przyjechać ze względu na wspaniałą atmosferę tego kolarskiego święta.
Miejsce: 22/64 w kat. M3, 77/196 open (dystans mega)
Czas: 2:40:31

WYNIKI MEGA


W "Michałkach" 2013 uczestniczyło wielu czołowych wielkopolskich zawodników i nie tylko...





Z Rafałem Przybylskim- Redaktorem Naczelnym XC-MTB.info oraz kolegą teamowym.

środa, 4 września 2013

II Bieg Piasta Kołodzieja w Złotowie- 10 km. 1.09.2013

Z racji tego, że lubię aktywność sportową w różnych formach, postanowiłem wziąć udział w tytułowym II Biegu Piasta na 10 km zorganizowanym przez Stowarzyszenie Biegaczy Ziemi Złotowskiej. Bieganie traktuję jako dodatek do treningu kolarskiego i ogólnorozwojowego, dlatego nie nastawiałem się na osiągnięcie wyśrubowanego wyniku. Chciałem również poprawić czas z ubiegłego roku i udało się.Potraktowałem to jako sympatyczne, aktywne spędzenie niedzieli w dobrym towarzystwie sportowców. Trasa wiodła spod Starostwa Powiatowego wprost w kierunku szpitala. Dalej prosto i  dwa okrążenia promenadą nad Jeziorem Miejskim, a następnie powrót. Sympatyczny i motywujący był doping kibiców. Miłym akcentem były ładne, pamiątkowe medale dla wszystkich uczestników biegu, których było blisko 200. Cieszy fakt, że coraz więcej mieszkańców naszego miasta uprawia sport i przejawia aktywność fizyczną. W ostatnim czasie w tej materii dużo zmieniło się na lepsze. Na pewno wywarło na to wpływ wybudowanie wspomnianej promenady, jak również wzrost świadomości społecznej. 
II Bieg Piasta w Złotowie oceniam jako imprezę dobrze zorganizowaną i potrzebną.

Miejsce: 30 w kat. M3, 90 open, czas: 00:46:19, dystans 10 km

WYNIKI

Niedeleko mety ;). Fot. Daniel Wiśniewski
Bieg Piasta zgromadził blisko 200 biegaczy.
Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe medale.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wałcz- Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB- 25.08.2013.

25 sierpnia w Wałczu (woj. zachodniopomorskie) odbyła się kolejna edycja GPx Wielkopolski, cyklu w którym biorę udział w tym sezonie. Hasłem maratonu mtb brzmiało „W cieniu bunkrów” ze względu na pozostałości fortyfikacji z czasów II wojny światowej. Na zawody jechałem z dobrym nastawieniem, gdyż znam od wielu lat tamtejsze tereny, w których jeździłem wielokrotnie. Poza tym profil opracowanej trasy maratonu mi odpowiadał, czyli kondycyjnie i szybko, ale nie całkiem płasko i bez trudności technicznych na zjazdach. Dodam, że tydzień wcześniej byłem na objeździe trasy, gdzie prowadzącym był Tadeusz Korzeniewski- wielokrotny mistrz Polski w przełajach i utytuowany zawodnik mtb. Sam objazd był prawdziwym i mocnym treningiem ;). Wracając do zawodów, tym razem bazę umiejscowiono w samym w Wałczu w odróżnieniu od poprzednich edycji, gdzie było to w Ostrowcu. Wybrałem dystans mega, ok. 60 km. Na starcie stanąłem w pierwszym sektorze zgodnie z klasyfikacją generalną. Miło było usłyszeć siebie wyczytanego przez redaktora P. Kurka, prowadzącego tradycyjnie imprezę ;). Pierwsze 2 kilometry to asfalt, na którym akurat dobrze się czuję w peletonie. Po chwili wjechaliśmy grupą w teren, gdzie było trochę piachu i koleiny. Przez moment zrobiło się trochę nerwowo, gdzie niektórzy mieli chwilę zawahania i zaczęli nagle niepotrzebnie mocno hamować. Dalej piach w lesie, brukowany podjazd i jazda przez pole. Jak się później okazało, w tym miejscu część zawodników została źle pokierowana przez przestawione oznakowanie i nadrobiła kilometrów. Następna część zawodów to już znane mi fragmenty leśnych ścieżek, asfaltów i Bukowa Góra, której stromizna dawała się we znaki. Odcinek- pętlę o długości 10 km należało pokonać dwukrotnie. Po jakimś czasie natrafiłem na wielu zawodników jadących dystans mini, z których mniej doświadczeni zwalniali moje tempo jazdy, szczególnie, gdy rzucało ich na piachu. Systematycznie ich wyprzedzałem, kondycja dopisywała tego dnia. Udało się wyprzedzić jeszcze kilka osób z dystansu mega, za każdym razem spoglądałem na numer zawodnika, żeby wiedzieć z jakiego jedzie dystansu i czy jest dla mnie rywalem. Końcówka to jazda po nasypie dawnej linii kolejowej, okolice bunkrów oraz fragment szosy w Wałczu. Dotarłem do mety! 
 
Czas jazdy: 2:21:14
Miejsce: 8 w kat. M3, 20 open

W klasyfikacji generalnej po Wałczu zajmuję obecnie 6 miejsce w kategorii M3.

WYNIKI MEGA

środa, 21 sierpnia 2013

Borne Sulinowo- Zlot Militarny- trening- 15.08.2013

15 sierpnia korzystając ze świątecznego, wolnego dnia, wybraliśmy się ze Sławkiem i Andrzejem do Bornego Sulinowa. Początek trasy to droga asfaltowa do Lędyczka. Następnie ścieżką- znanym nam od dawna fajnym i szybkim singletrackiem w Dolinie Pięciu Rzek do Okonka. W Okonku udaliśmy się w kierunku byłego poligonu, gdzie przy (zmodernizowanym niedawno punkcie widokowym rozpościera się piękna panorama na rozległe po horyzont wrzosowiska. Pobyt w tym miejscu za każdym razem robi wrażenie ze względu na przestrzenie, czystą naturę i brak cywilizacji. Jazda przez tamtejsze tereny zawsze jest ciekawa i ma w sobie jakąś magię. Po dotarciu do Bornego Sulinowa i zjedzeniu tam smacznego obiadu, udaliśmy się na Zlot Militarny, który się wówczas tam odbywał. Stanowiło to dobrą okazję do obejrzenia różnorakich pojazdów i ekwipunków wojskowych. Jak widać impreza z roku na rok się rozrasta, o czym świadczy liczba uczestników i zwiedzających. Drogę powrotną postanowiliśmy sobie urozmaicić i dlatego przy szosowym wyjeździe z Bornego w stronę Jastrowia skręciliśmy w lewo w leśną drogę. Jadąc poligonowymi drogami przez ciekawy rezerwat przyrody „Diabelskie Pustacie”, mijając bokiem opuszczone miasteczko Kłomino dotarliśmy do Ciosańca. Stamtąd jadąc lasami w okolicach Pniewa dotarliśmy do Borucina. Kolejny etap naszej jazdy to miejscowości: Podgaje, Tęgobór, Kamień, Nowy Dwór z metą w Złotowie. Podsumowując to był udany, aktywnie spędzony dzień. Tempo jazdy umiarkowane, momentami podkręcane interwałami ;), a przy okazji był to długodystansowy, wytrzymałościowy trening. Czas naszej wyprawy z przerwami wyniósł ok. 7 godzin. Dystans 120 km.

 Fotogaleria:

Panorama byłego poligonu i wrzosowisk w pobliżu Okonka
Główni bohaterowie wyprawy do Bornego, od lewej: Andrzej T., Sławek i Ja ;)
Zlot Militarny- Borne Sulinowo obfitował w wiele ciekawych pojazdów i akcesoriów wojskowych
Unikatowy rezerwat przyrody "Diabelskie Pustacie"
Gdzieś na leśnym szlaku na terenie byłego poligonu w Okonku.

środa, 14 sierpnia 2013

Suchy Las znowu nie taki suchy- Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB- 11.08.2013

11 sierpnia kolejna edycja Grand Prix odbyła się w podpoznańskim Suchym Lesie. Jechałem tam z dobrym nastawieniem, gdyż dobrze czuję się na w miarę płaskich trasach, na których można rozwijać większe prędkości i nie ma na nich karkołomnych, technicznych zjazdów. Tradycyjnie wybrałem dłuższy wariant mega liczący jak się później okazało 84 km. Duża, rekordowa frekwencja 554 uczestników sprawiła, że start przełożono o 15 minut. Trasa została znacznie zmodyfikowana w stosunku do tych z lat ubiegłych i przebiegała w odwrotnym kierunku, co trzeba ocenić na jej plus. Startowałem z pierwszego sektora. Pierwszy kilometr to asfaltowe rozprowadzanie po ulicach i podjazd, który dokonał wstępnej selekcji. Następnie kolejny podjazd wiodący ścieżką, który kiedyś był zjazdem do mety. Na długim asfaltowym odcinku, kiedy to mocno pocisnąłem, załapałem się do mocnej grupy kolarzy. Na 4 km szybki zjazd po betonowych, krzywych płytach. Tutaj udało mi się wyprzedzić kilku zawodników, a mój 29’er szedł jak przecinak w takich warunkach. Od tego momentu zaczęliśmy jechać w 4-5 osób, zgodnie współpracując i co jakiś czas dając sobie zmiany. Przyniosło to dobre efekty, gdyż doganialiśmy stopniowo kolejnych kolarzy. Czułem, że tego dnia „noga dobrze podawała” i jest realna szansa na dobry wynik, a profil trasy akurat był pode mnie. Nie było tak płasko na sucholeskiej trasie jak dawniej, co chwilami zaskakiwało m.in. długim brukowanym podjazdem czy leśnymi krętymi odcinkami. Na jednym z leśnych podjazdów, mocnemu kolarzowi z naszej grupy pękł łańcuch. Szkoda, bo jechał mocno i był przydatny przy współpracy. Kolejny fragment to znane mi, podmokłe odcinki nad Wartą. Wjechaliśmy do Biedruska od drugiej strony asfaltowym podjazdem, skąd skręciliśmy w asfaltową drogę dojazdową na poligon. Po pewnym czasie odbiliśmy na sam poligon. Ta część trasy zaskoczyła mnie i była dużym urozmaiceniem m.in. poprzez naprzemienne hopki i czołgowe drogi pełne błota. Przez rozległe kałuże błota i wody trzeba było przejeżdżać w ciemno środkiem z rozpędu żeby w nich nie utknąć. Rower zanurzał się aż po osie. Napęd zaczął trzeszczeć niemiłosiernie. Suchy Las nie okazał się wcale taki suchy jak sugeruje nazwa miejscowości. Zostało nas trzech. Licznik wskazywał już 40 km, a mety jeszcze nie widziałem. Nie ma lekko pomyślałem… ,ale kondycja i wytrzymałość dopisywała. Po chwili wyjechaliśmy niedaleko mety. Redaktor P. Kurek wyczytał mnie, że kończę połowę dystansu ;). Szybki, zgodny postój na uzupełnienie bidonów i ruszamy wspólnie na drugie okrążenie. Mijaliśmy znane nam już fragmenty trasy. Na jednym z singletracków zauważyłem, że przodem roweru zaczyna rzucać na boki i niestety uchodzi powietrze z opony… No tak szkoda, zdarza się czasami taki defekt, ale o dobrym wyniku można już zapomnieć. A jechałem w dobrej grupie i była realna szansa na dobry rezultat, co widać po czasach na punktach kontrolnych. Przyczyną awarii był pewnie kolec, bo dookoła były kolczaste chaszcze. W padającym deszczu wymieniłem dętkę. Jakby było mało tego, okazało się, że zepsuta jest pompka, która przepuszczała powietrze. Traciłem cenny czas. Byłem zmuszony jechać na niskim ciśnieniu i bardzo uważać żeby nie dobić opony i żeby nie spadła z obręczy. Emocje i presja na wynik spadły i w sumie zacząłem jechać treningowo. Za to motywacji dodawał mi doping kibiców okolicznych miejscowości ;). Na ostatnich kilometrach na poligonie poczułem już że stopniowo kończą mi się zapasy energii. I w ten sposób dokończyłem drugie okrążenie. Po maratonie zwyczajowo był czas żeby na spokojnie porozmawiać ze znajomymi kolarzami i skomentować przebieg zawodów. Podczas losowania nagród wśród wszystkich uczestników, udało mi się wylosować markowe okulary przeciwsłoneczne, co w pewnym stopniu zrekompensowało mi „przygodę” na trasie, a przez to niesatysfakcjonujący wynik.

Wynik dystans mega: 30 w kat. M3, open 79
Czas: 3:38:03, dystans 84 km

WYNIKI MEGA

WYNIKI MINI

Na zawody do Suchego Lasu przyjechało 554 kolarzy.
Na nadwarciańskim singletracku.
Po pierwszym okrążeniu. Krótka przerwa na uzupełnienie płynów.
Z Wiesławem Fidurskim- autorem trasy maratonu w Krzywej Wsi k. Złotowa, który zajął pierwsze miejsce w swojej kategorii na krótszym dystansie.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Wdzydzki Park Krajobrazowy 4.08.2013

4 sierpnia w niedzielę wspólnie ze Sławkiem i Andrzejem, wybraliśmy się eksplorować kolejną cześć Kaszub. Dla przypomnienia dodam, że wcześniej były to okolice jeziora Charzykowskiego. Tym razem postanowiliśmy udać się dalej na północ w kierunku Kościerzyny. Naszym głównym celem było objechanie dookoła jeziora Wdzydze nazywanego „Kaszubskim Morzem” lub „Wielką Wodą”. Nasz pierwszy etap wyprawy rozpoczęliśmy w Brusach, gdzie zostawiliśmy auta i udaliśmy się rowerami lokalną asfaltową drogą w kierunku miejscowości Wiele i Borsk. Już na drogach dostrzegalny był regionalny charakter Kaszub, objawiający się chociażby podwójnymi nazwami miejscowości. W Borsku zrobiliśmy pierwszy postój i tam właśnie ujrzeliśmy jezioro Wdzydze. Był czas na krótki posiłek i pamiątkowe zdjęcia. Nawigując ruszyliśmy dalej, mając z lewej strony jezioro. Dalsza część jazdy to szutrowe drogi leśne. Podczas przerwy popływaliśmy i schłodziliśmy się w tytułowym jeziorze. Od razu poczuliśmy się bardziej rześko. Trochę głodni w okolicach miejscowości Gołuń, udaliśmy się do przydrożnego baru o wymownej nazwie „Ostoja”, który prezentował siermiężny wystrój z minionej epoki lat 80- tych. Wspomnę, że z magnetofonu odtwarzano tam również takie przeboje muzyczne. Nawet spodobał mi się taki „powrót do przeszłości” ;). Menu lokalu bardzo skromne, nie pozostawiające wyboru. Sławek zamówił ostatni, dostępny placek po węgiersku, ja pizzę- obydwa posiłki stanowiły mrożonki z mikrofali o czym poinformował właściciel lokalu. W smaku nijakie, takie tylko, aby się nasycić. Do tego kawa. Ruszyliśmy do kolejnego etapu naszej rowerowej podróży i kilkanaście minut później dotarliśmy do miejscowości Wdzydze Kiszewskie. Klimaty już całkiem inne i widać od razu było, że to miejscowość wypoczynkowa na wysokim poziomie. Dużo lokali, pensjonatów i przystani jachtowych. Trochę żałowaliśmy, że tutaj nie zjedliśmy posiłku w lepszych okolicznościach. Postanowiliśmy obejrzeć panoramę jeziora z wieży widokowej o wysokości 36 metrów. Nie mieliśmy ze sobą zapięć, toteż zabraliśmy nasze rowery na środkowy poziom, a dalej już po schodach bez nich. Oczywiście koniecznie zrobiliśmy zdjęcia na tle rozległej i malowniczej panoramy. Sławek dotarł na najwyższą platformę widokową. My z Andrzejem dotarliśmy 2 piętra niżej, bo obawialiśmy się o nasze rowery pozostawione bez opieki, a nie chcieliśmy kusić losu. Po opuszczeniu Wdzydz udaliśmy się w kierunku wsi Czarlina i Przerębska Huta. Upał i zmęczenie dawały stopniowo znać o sobie, a do tego dochodziły momentami piaszczyste drogi. W Piechowicach znowu pamiątkowe zdjęcia przy tablicy, które udostępniliśmy na fb. Niektórzy myśleli, że znowu jesteśmy w górach ;). W Dziemianach zrobiliśmy krótki postój na kąpiel w miejscowym jeziorze. Naszym kolejnym celem było Leśno, gdzie znajdują się kamienne kręgi, stanowisko archeologiczne i cmentarz z czasów starożytnych. Ostatni odcinek naszej wyprawy to powrót do Brus, kiedy to odczuwaliśmy już zmęczenie i niedostatki wody. Ogólnie przejechaliśmy 90 km we Wdzydzkim Parku Krajobrazowym, co z postojami zajęło nam około 8 godzin. Podsumowując to była jedna z lepszych naszych eskapad rowerowych i to niedaleko od północnej Wielkopolski, skąd jesteśmy. Warto było tam pojechać i spędzić aktywnie dzień. Kaszuby to atrakcyjne miejsce z dużym potencjałem do jazdy rowerem, które ze swojej polecam.
Pierwszy przystanek w Borsku, gdzie ujrzeliśmy Jezioro Wdzydze.
Początkowy etap wyprawy wiódł szerokimi i prostymi szutrówkami.
Były również kręte podjazdy i zjazdy...
W oczekiwaniu na zamówiony posiłek.
Lokal, gdzie zjedliśmy posiłek miał klimat lat 80- tych ;)
Oczywiście był też czas, żeby skorzystać z uroków kąpieli.
Panorama na Jezioro Wdzydze nazywane "Kaszubskim Morzem".
Na wieży widokowej we Wdzydzach Kiszewskich.
No to heja Andrzej ;)... i w drogę.
W Piechowicach..., ale tych kaszubskich ;)
W miejscowości Leśno, gdzie znajdują się kamienne kręgi i cmentarz z czasów starożytnych.

Fot.: archiwum własne, Sławek, Andrzej T.