Akcesoria rowerowe

sobota, 21 grudnia 2013

Stłuczone żebra, czyli zawsze zachowaj czujność na rowerze.

W niedzielę 15 grudnia 2013 r. robiąc już "rozjazd" po treningu z mastersami, postanowiłem pojechać złotowską promenadą wokół Jeziora Miejskiego. Jechałem sobie zupełnie wyluzowany, a domu dzieliło mnie ok. 2 km. Dotarłem do mostu od strony amfiteatru. Charakterystyczną cechą tego mostu jest zakręt po środku jego konstrukcji.W momencie skręcania w prawo, tak nagle w mgnieniu sekundy zarzuciło mi przód roweru, że nie zdążyłem nawet pomyśleć i zareagować. Uderzyłem z impetem prawą stroną żeber ciała  w podłoże z drewnianych mokrych desek. Ślizgiem wpadłem w barierkę. Dobrze, że miałem kask na głowie, bo był na nim ślad "szlifu". Dosłownie zatkało mnie, brakowało mi tchu, dusiłem się i tylko charczałem. Przechodzący obok mnie młody przechodzień szybko zareagował, za co dziękuję i zaoferował mi pomoc. Po ok. 2 minutach, gdy wstałem, pozbierałem się i mogłem się w miarę poruszać  powiedziałem, że dam radę. Najgorsze dopiero miało nadejść. Nieprzespana noc z powodu niemiłosiernego, ekstremalnego bólu żeber (kto miał ten wie o czym piszę). Musiałem brać "garściami" silne medykamenty przeciwbólowe, żeby jakoś funkcjonować. Na drugi dzień było jeszcze gorzej. W południe w pracy, gdy leki przestały działać strasznie źle się poczułem, dusiło mnie i najprostsza czynność stanowiła problem. Zalecono mi szybko udanie się na pogotowie do szpitala. Tam po badaniach usg nie wykryto uszkodzeń. Zrobiłem też zdjęcie rtg, które na szczęście nie wykazało złamań. Od lekarza otrzymałem receptę na odpowiednie leki. Szkoda mi było, że muszę przerwać i zmodyfikować treningi, bo wiem z doświadczenia jak długo takie bóle się utrzymują i przeszkadzają w codziennym życiu oraz uprawianiu sportu. Po tygodniu jest już jakoś lepiej. Wybrałem się nawet na basen na małą rehabilitację. Wsiadłem również na rower pokręcić trochę spokojnie na szosie, bo na razie w terenie nie mogę ze względu na ból. Wniosek z tej opowieści jest taki, że jadąc rowerem zawsze trzeba zachować czujność i uwagę, gdyż nawet chwila zamyślenia czy nieuwagi może skończyć się boleśnie. Tu powodem kraksy było niedostosowanie prędkości i hamowanie w skręcie na mokrym drewnianym moście. Ta przygoda skończyła się na szczęście (tylko) na bolesnym obiciu żeber. Mogło być znacznie gorzej. Można jeździć w wiele miejsc biorąc udział w różnych zawodach kolarskich czy jeżdżąc na wyprawy po niebezpiecznych technicznych trasach i szczęśliwie je kończyć, a można także zaliczyć taką "przygodę" na najłatwiejszym fragmencie rekreacyjnej trasy w pobliżu domu. Kolarzu zachowuj zawsze uwagę!
Zakręt na moście na złotowskiej promenadzie, gdzie boleśnie obiłem żebra.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Zimowe bieganie.

Nagły atak zimy i słynny orkan „Xavier”, który wywołał sporo zamieszania, zmusiły do zmiany planu treningowego. Każdy zimowy weekend przeznaczam na wspólne „ustawki” ze złotowskimi kolarzami- mastersami. Tym razem wspólnie ze Sławkiem i kolegami: Andrzejem T. oraz Irkiem G. (dobrym kolarzem- obecnie mieszkającym w Niemczech), wybraliśmy się do Jastrowia nad jezioro pobiegać tamtejszymi ścieżkami. Bieg w terenie i śniegu na dystansie ok. 7 km zajął nam około 50 minut i stanowił doskonały trening siłowo- kondycyjny. Powszechnie wiadomo, że dobrze przepracowana zima przynosi efekty w sezonie. 

Niezawodna ekipa po biegu ;), Od lewej: Andrzej T, Irek G. i Ja
...oraz po prawej Sławek
Zapis trasy zapisany w Endomondo. (kliknij w obraz, aby powiększyć)

poniedziałek, 18 listopada 2013

XIV Bieg Niepodległości w Okonku.

11 listopada, czyli Święto Niepodległości postanowiłem uczcić na sportowo. Z racji tego, że sezon zawodów kolarskich już się zakończył, postanowiłem wziąć udział w biegu na 10 km w Okonku. Ta forma aktywności nie jest mi obca, ale traktuję ją okazjonalnie oraz jako dodatek do treningów przed i po sezonie. Urozmaiconą i ciekawą trasę biegu poprowadzono dobrze znaną mi trasą terenowo- asfaltową na terenie byłego poligonu wojskowego w Okonku. Imprezę oceniam jako sympatyczne spotkanie sportowców na końcówce sezonu. Tym sposobem zaliczyłem 6- te zawody biegowe na dystansie 10 km w 2013 r. Sam wcześniej bym się tego nie spodziewał po sobie jako, że przecież jestem kolarzem.

wtorek, 22 października 2013

"Nasza Sztafeta"- MTB Piła- 19.10.2013

  Pilskie sztafety MTB na stałe wpisały się w kalendarz imprez kolarskich, kończących sezon. Imprezę organizuje z powodzeniem corocznie Piotr Nowacki- właściciel sklepu „Kolarz.pl” w Pile oraz zawodnik i trener „UKS Sportowiec”. Wkład w organizację miał również "Kamelon Team" z Piły.  Sztafeta ma charakter swobodnego spotkania, zabawy kolarskiej, a przy tym stanowi znakomitą okazję do spotkania i podsumowań. Trasę – pętlę o długości ok. 1 km o charakterze XC wyznaczono w pobliżu hali pilskiego MOSiR. Trasa krótka, ale treściwa dla kolarzy i widowiskowa dla kibiców. Do zawodów zgłosiło się 33 osób. Skład 3- osobowych 11 drużyn był losowany, stąd też był to element przypadkowości. Obecni byli zarówno czołowi zawodnicy znani w wyścigów (m.in. Borys Góral- mistrz Polski w XC) jak i amatorzy dopiero stawiający pierwsze kroki w MTB. W mojej drużynie niestety zabrakło „mistrzów” ścigania, a patrząc na inne składy, wiedziałem już przed moim startem, że na podium nie ma za bardzo co liczyć. Tak to już jest w dyscyplinach drużynowych… Warto wspomnieć o smacznym poczęstunku, grillu i gorących napojach jakie zostały zaserwowane kolarzom. Na zakończenie, tradycyjnie odbyło się losowanie atrakcyjnych nagród rzeczowych. Podsumowując pilską "Naszą Sztafetę" MTB, uważam udział w niej za sympatycznie i dobrze spędzony dzień w towarzystwie znajomych kolarzy. Były to już ostatnie formalne zawody kolarskie w sezonie 2013.

"Nasza Sztafeta" liczyła 11 drużyn 3- osobowych
Nad sprawnym przebiegiem zawodów czuwał Piotr Nowacki z Piły.
Trasa miała charakter widowiskowej rundy XC.
To już ostatnie zawody kolarskie w sezonie 2013...
 Poniżej relacja Rafała Przybylskiego:
Relacja na wortalu XC-MTB.info

wtorek, 15 października 2013

Kaszubski Park Krajobrazowy- MTB- 12.10.2013 R.

Październik to miesiąc kończący zawody kolarskie. Stanowi również dobrą okazję do stopniowego roztrenowania, oderwania od rutyny treningowej i jeżdżenia po szlakach, na które nie było czasu w sezonie. W sobotę 12 października 2013 r. wybrałem się ze Sławkiem na Kaszuby w okolice Kościerzyny. To już był trzeci etap naszych wypraw w tamte tereny, o czym można przeczytać na blogu we wcześniejszych relacjach. Zaczęliśmy od Szymbarku (powiat kartuski), gdzie na leśnym parkingu zostawiliśmy auto i wypakowaliśmy rowery. Ruszyliśmy w kierunku pobliskiej Wieżycy, czyli najwyższej góry na Pomorzu (328,7 m n.p.m.). Po dotarciu na szczyt, chwila postoju i pamiątkowe zdjęcie. Niestety tego dnia panowała gęsta mgła, dlatego nie weszliśmy na platformę widokową. Ruszyliśmy dalej trochę improwizując i jadąc bez szczególnego planu. Dodam, że tamtejsze szlaki są oznakowane niestety prawie tylko dla pieszych i „kijkarzy” nordic walking. Ciężko było tam uświadczyć oznaczony szlak dedykowany rowerzystom, pomimo dużego potencjału tychże pięknych terenów. Co zwróciło moją uwagę to fakt, że dużo tamtejszych dróg łączących miejscowości wyłożonych jest betonowymi płytami. To dobre rozwiązanie w tak górzystym terenie. Przebywając tam, faktycznie można poczuć się jak w górach i zrobić porządny trening mtb. Po dotarciu do Chmielna zjedliśmy smaczny obiad w miejscowej restauracji. Mijając kolejne turystyczne miejscowości, w oczy rzucał się brak ludzi na ulicach i w ogóle mały ruch. Jak widać, miejscowości te ożywają dopiero w sezonie. Kolejnym naszym celem były Węsiory, gdzie znajdują się słynne kurhany i kamienne kręgi stworzone przez Gotów. Po przyjęciu dawki energii promieniującej z kręgów, pojechaliśmy leśnymi drogami do Stężycy, a stamtąd asfaltem w kierunku Szymbarku. Ostatni odcinek był dość wymagający kondycyjnie, gdyż przez kilka kilometrów prowadził cały czas asfaltowym, wydawało się, niekończącym się podjazdem. Po dotarciu na miejsce naszego startu, postanowiliśmy na koniec zjechać jeszcze leśną ścieżką pod Wieżycą. Dystans jaki pokonaliśmy tego dnia na Kaszubach wyniósł ok. 81 km. Podsumowując kolejny wyjazd, stwierdzam, że warto było tam pojechać. Dla mieszkańców- kolarzy z północnej Wielkopolski ze względu na stosunkową bliską odległość to doskonały obszar do wykonania efektywnego treningu. Natomiast osoby, które rower traktują bardziej rekreacyjnie również będą zadowolone z urozmaiconego terenu. W przyszłości chciałbym jeszcze tam wrócić. Kto wie, może na Kaszebe Rundzie…
Na szczycie Wieżycy (328,7 m n.p.m)- najwyższej góry Pomorza
Na Kaszubach można poczuć się jak w górach.
W Chmielnie.
W Kamiennym Kręgu ;), czyli ładowanie energią w Węsiorach.
Kaszubska nazwa miejscowości jakby sugeruje napój 40% ;)...
Przejechana trasa liczyła 81 km.

Relacja Sławka w poniższym linku.

poniedziałek, 7 października 2013

Łopuchowo- Finał Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB- 6.10.2013

W Łopuchowie k/ Murowanej Gośliny 6.10.2013 odbyła się już ostatnia edycja IX GPx Wielkopolski w Maratonach MTB. Mając w pamięci ubiegłoroczny, dobry wynik jechałem tam z dobrym nastawieniem, tym bardziej, że szybki, prosty i łatwy profil trasy odpowiadał mi na kończący się sezon 2013. Zająłem miejsce w I sektorze do startu na dystansie mega liczącego 64 km. Pierwsze kilometry to jazda szosą w peletonie za rozprowadzającym samochodem policyjnym. Była to dobra rozgrzewka do właściwego wyścigu. Po pewnym czasie nastąpił ostry skręt w lewo pod górę. Trzymałem się czołowej grupy, starając się kontrolować sytuację. Noga dobrze podawała na lekkim 29’erze. Za chwilę zaczął się niewielki piaszczysty podjazd. Dwóch zawodników mocno zwolniło i zarzuciło ich na piachu. Stanęli. Zablokowali mi drogę i też stanąłem, a zasadnicza grupa odjechała… Na płaskich zawodach nawet taką chwilową stratę trudno odrobić. Jadąc z 2 kolarzami i jedną kolarką (która woziła się na kole i nie dawała ani jednej zmiany) jechaliśmy szybkim tempem. Wjeżdżając na drugą rundę widziałem jadących asfaltem zawodników z naprzeciwka, co pozwoliło mi ocenić czas potrzebny do nadrobienia. To właśnie na asfaltowym odcinku mocno pociągnąłem przy zmianie, zwiększając znacznie prędkość. Udało się dołączyć do jadących przed nami. Doświadczenia szosowe przydały się ;). Odpocząłem chwilę i znowu zacząłem dawać zmiany, bo tempo uznałem za niezadowalające na tak płaskiej trasie. Zbliżał się jeden z najbardziej piaszczystych fragmentów, typowa „piaskownica”. Przed nią następował ostry skręt w prawo. Tu celowo wysunąłem się na prowadzenie, żeby nikt przede mną nie zablokował mnie w piachu i przeczuwałem, że nasza grupa zaraz się rozsypie. Tak też rzeczywiście się stało. Zostało nas trzech, reszta gdzieś daleko w tyle. Wiedząc, ze nie mogę sobie pozwolić, żeby nas dogonili, prowadziłem nas szybkim tempem. Niestety ci dwaj zawodnicy jakoś nie kwapili się, żeby dać mi zmianę, a jeśli już to zrobili to na krótko, a do tego prędkość spadała. Minąłem jeszcze dwóch znajomych kolarzy, po których widać było już zmęczenie. Wyprzedziliśmy ich. Nie utrzymali się z nami. Zaczął się asfaltowy fragment prowadzący do mety z krótkim podjazdem. Domyślałem się, że dadzą mi „zmianę” niedaleko mety. Tak też się stało. Cóż, tak bywa w tym sporcie… To miło, że jeden z nich podziękował mi za dobrą jazdę i porozmawiałem z nim chwilę. Na mecie spotkałem wielu znajomych wielkopolskich kolarzy. Była to znakomita możliwość do podzielenia się wrażeniami i podsumowania maratonów mtb w sezonie 2013.
WYNIK:
Miejsce (dystans mega): 12 w kat. M3, 33 open

Czas: 2:18:10

WYNIKI (mega)

czwartek, 26 września 2013

I Bieg Leśne Dukty. Lipka 21.09.2013

W sobotę 21 września 2013 wziąłem udział w I Biegu Leśne Dukty w Lipce. Dystans około 5 km poprowadzono w terenie leśnymi ścieżkami. Na starcie stanęło ok. 120 biegaczy. Podczas biegu zmuszony byłem dwa razy zatrzymać się , gdyż rozwiązywała mi się sznurówka z chipem. Skutkiem tego był średni rezultat na mecie Imprezę potraktowałem ulgowo jako aktywne, sympatyczne spędzenie dnia wśród znajomych sportowców. Należy zaznaczyć bardzo dobrą, sprawną organizację biegu, a do tego fakt, że nie pobierano opłaty za udział. Wszyscy uczestnicy biegu otrzymali ładne, pamiątkowe medale oraz ciepły posiłek.

Miejsce: 12 w kat M3, 55 open
Czas: 21:42

WYNIKI

Ekipa przed biegiem :). Od lewej: Sławek, Marek Szweda, Andrzej Tomas, Ja ;)
W akcji ;)
Na uwagę zasługuje bardzo dobra organizacja biegu i panująca atmosfera ;)
W biegu uczestniczył również nasz kolega i wszechstronny sportowiec- Jarek Dopytała (drugi od prawej)

Fot.: archiwum własne, Karol Potapowicz